Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyka naturalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyka naturalna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 września 2013

Przegląd ziół indyjskich do pielęgnacji włosów - cz. 6

Żeby pisać bloga w piątkowy wieczór, w tę piękną, barową pogodę (!), to trzeba być jednak świrem... ;) Rozmywszy wszelkie swoje wątpliwości i zaoszczędziwszy na psychologu, dobijam listę indyjskich ziółek wspomagających kondycję włosów: 

Nagarmotha - pomaga w walce ze... wszami, a ponadto nadaje blask i pomaga utrzymać naturalny kolor włosów. Dzięki swoim właściwościom znanym z aromaterapii jest stosowana do zmniejszania poziomu stresu, a jednocześnie stymulowania mózgu.

Shikekai - jako składnik past do mycia wspomaga oczyszczanie włosów. Podobnie jak nagarmotha jest sprzymierzeńcem w walce ze wszami. W walce z łupieżem też pomoże. Przeciwdziała przedwczesnemu siwieniu włosów. 

Ritha & kachora - wykazują działanie przeciwświądowe; jako składniki pasty myjącej wspomagają oczyszczanie włosów.

Seetaphal beej - zabija i wszy i świąd.

Jaswand phool - barwnik do włosów, ogranicza łysienie i stymuluje wzrost włosów.

Tulsi - bazylia azjatycka - oprócz tego, że jest bardzo istotna w symbolice hinduistycznej, w pielęgnacji włosów wykazuje działanie przeciwzapalne oraz przeciwbakteryjne. 

Pozdrawiam!

sobota, 3 sierpnia 2013

Przegląd ziół indyjskich do pielęgnacji postów - cz. 5

Niestety nadal nie otrzymałam takiej odpowiedzi od przedstawiciela Hesh, która by definitywnie wyjaśniła sprawę ziółka określonego jako jedno i to samo na liście inci oleju bhringraj (Vytex Nirgundi Trifolia - potencjalnie Ghodawaj). Mogę tylko rzec, że w nazwach ziół na opakowaniu oleju jest sporo literówek albo rozbieżności z nazwami prawdopodobnie tych samym ziół, których szukam w Internecie w różnych opracowaniach z zakresu botaniki i ajurwedy. Mnogość synonimów nazw indyjskich ziół w ogóle nie ułatwia wyszukiwania pożytecznych i rzetelnych informacji na ich temat...

A tymczasem wykańczam listę składników oleju bhringraj:

Hedychium spicatum (Kapoorkachli) - kolejna wieloletnia roślina, której kłącza są szeroko wykorzystywane w leczeniu chorób układu pokarmowego. Kapoor Kachli (/K.  Kachri) wspomaga pracę żołądka, przyspiesza trawienie, jest rekomendowana przy niewydolności wątroby. Ponadto znana jest z właściwości  antybakteryjnych i przeciwzapalnych, stosowana także w przypadku ukąszeń wężów. Poprawia krążenie; jej spożywanie we wczesnej ciąży może doprowadzić do poronienia. Kłącza pięknie pachną, dlatego też wysuszone mogą być palone jako kadzidło. W postaci sproszkowanej, nałożone na włosy, nadają im długotrwały, upojny zapach. Stymulują włosy do wzrostu, działa antyseptycznie  na skalp. W kremie, zapewnia pewną ochronę przeciw promieniom UV.

Cinnamomum camphora (Kapoor), kamforowiec - to jak wydawać by się mogło rzadkie drzewo  rośnie w Europie, Ameryce Północnej, Australii i naturalnie Azji. Dożywa 1000 lat!  W różnych lokalizacjach osiąga różne rozmiary. Drzewo dzięki swojej „sile” stanowi fantastyczną zaporę przeciwwietrzną, np. na wybrzeżu. Na Florydzie cieszy się jednak złą sławą intruza, nie mając bowiem żadnych naturalnych antagonistów, rozprzestrzenia się swobodnie kosztem rodzimej roślinności.
Kamforowiec wykorzystywany jest na skalę przemysłową w budownictwie oraz przy produkcji mebli (czujecie jak muszą pachnieć…?)
W kosmetyce ceni się jego działanie przeciwzapalne, łagodzące, tonizujące, odprężające. Ale uwaga! Nadmiar olejku kamforowego jest trujący!

Trigonella foenum-graecum (methi) - po naszemu osławiona „kozieradka”. Bardzo podoba mi się anglojęzyczne określenie jej ajurwedyjskiej funkcji  - „vata pacifier” J Ziółko zalecane w okresach rekonwalescencji i osłabienia, anemii, gorączki, chorób układu oddechowego i pokarmowego. Stosowana na włosy, np. w formie wcierki, wzmacnia cebulki włosowe, przeciwdziała wypadaniu i działa stymulująco na porost włosów.  Kozieradce poświęciłam już 2 oddzielne posty które znajdziecie tu i tu

Rosa alba (Rose) - róża, niezależnie od postaci (sproszkowana / hydrolat) znana jest ze swoich właściwości nawilżających, odżywczych, odmładzających i tonizujących.

Evolyulus Echinoids (Shankhawali) - prawdopodobnie Evolvulus alsinoides czyli baśniowo brzmiący „Dwarf Morning glory” - zioło używane przy przeciążeniach systemu nerwowego, immunologicznego;  wykazuje działanie przeciwbakteryjne. Stymuluje porost włosów.


Andropogon Muricatus (Wala) /   khus / vetiver - aromatyczna trawa sięgająca do 1,5 m wysokości;  kolejne zioło o działaniu kojącym dla układu nerwowego. Olejek pozyskiwany z korzeni rośliny (które sięgają od 2 do 4 m głębokości!) jest ceniony w przemyśle perfumeryjnym, używany jako nuta drzewna. Stosowany zewnętrznie działa przeciwzapalnie, antyseptycznie, nawilżająco i odżywczo. Rekomendowany jest szczególnie dla cery suchej. 

c.d.n.

Pozdrawiam!

czwartek, 25 lipca 2013

Przegląd ziół indyjskich do pielęgnacji włosów - cz. 3

Nabroiłam i trochę namieszałam z kolejnością. W ramach autokorekty uzupełniam brakującą część 3. przeglądu indyjskich ziółek. Za nieplanowaną zmyłkę rozgoryczonych wielbicieli porządku przepraszam ;)

Vytex Nirgundi Trifolia (Ghodawaj) - i tu mam zagwozdkę typu „albo albo”. Roślinki, której systematyka przewiduje obie podane przez producenta nazwy obok siebie  - nie znalazłam. O co chodzi autorowi listy składników zapytałam przedstawiciela producenta (hesh) w Polsce i o odpowiedzi Was niezwłocznie powiadomię. Tymczasem informuję, że Vytex Nigrundi to zioło zwane „mnisim pieprzem”, a to dlatego, że już od czasów starożytnych było znane ze swoich właściwości zabijających libido u kobiet. Ziołem posypywano więc kanapy żon rzymskich legionistów, którzy poza granicami kraju walczyli w imię ojczyzny, a w średniowieczu doprawiano nim potrawy w klasztorach w celu redukcji pokus życia doczesnego ich mieszkańców. Ghodawaj natomiast to waleriana, której uspokajające, nasenne działanie jest znane wszem i wobec  ;)

Nardostachys jatamansi, szpikanard, nard  - zioło w ajuwerdzie wykorzystywane do wspomagania systemu nerwowego; poprawia funkcje poznawcze, w tym pamięć, koncentrację, uspokaja. Zioło zmieszane z olejkami i wcierane w skórę głowy wspomaga wzrost włosów. Z ciekawostek - kwiat nardu wykorzystany jest w godle aktualnego papieża Franciszka jako symbol św. Józefa. Co św. Józef miał z nardem wspólnego, poza tym, że przedstawiany jest z jego gałązką w ręku - pojęcia nie mam.


Tandrobium Macraei (Jivanti Patra)  - jeden z ok. 800 gatunków orchidei. Tradycyjnie polecany w stanach ogólnego osłabienia do stosowania wewnętrznego. Stosowany zewnętrznie ma prawdopodobnie podobne działanie :)

c.d.n.

Pozdrawiam!

wtorek, 23 lipca 2013

Przegląd ziół indyjskich do pielęgnacji włosów - cz. 4

Santalum Album (Chandan) - sandałowiec. Sanskryt określa go mianem „chandana”, co oznacza „doskonały”.  Ja bym od siebie jeszcze dodała, że jest uzależniający; jego cudowny ciepły i korzenny aromat wręcz hipnotyzuje. Nic więc dziwnego, że w tradycyjnej medycynie hinduskiej olejek z drzewa sandałowego wykorzystywany był w celu kojenia zmysłów i bardzo zasłużenie uzyskał status popularnego afrodyzjaka.

Sproszkowany sandałowiec, rozrabiany w pastach ma właściwości kojące, antybakteryjne, ściągające. Zalecany jest do skóry podrażnionej, wrażliwej, podatnej na procesy starzenia. W literaturze spotkałam się z dwiema odmianami: sandałowcem białym (żółtym) i czerwonym. I to sandałowiec czerwony wydaje się mieć więcej zastosowań w przypadku pielęgnacji włosów. Zarówno od wewnątrz jak i od zewnątrz wzmacnia włosy, przeciwdziała szkodliwym efektom stresu, w tym odbarwieniom.  

Baliospermum mantanum (Dantimool) - zioło, które w ajurwedzie znane jest główne ze swojego działania przeczyszczającego - nie wiem czy „delikatnie przeczyszcza nie przerywając snu”, ale rzekomo sprawnie udrażnia przewód pokarmowy.  To nie wszystko - oczyszcza krew; zalecany jest przy obrzękach, hemoroidach, anoreksji (pobudza łaknienie), uśmierza ból wywołany przez kamienie nerkowe. Wykazuje działanie odżywcze dla skóry.


Callicarpa Macrophyllavah  (Gawla) - zioło spopularyzowane (jako bezosobowe inci) do tego stopnia, że miałam autentyczny problem, żeby przekopać się przez około komercyjną narośl do źródeł z rzetelnymi informacji.  I tu niespodzianka, bo podobnie jak dantimool, gawla słynie raczej jako lek na artretyzm, rozwolnienie czy wrzody, a nie jako kosmetyk. Niemniej jest rekomendowana dla skóry z przebarwieniami, oparzeniami  oraz owrzodzeniami. Oczyszcza i dezynfekuje. 

c.d.n.

Pozdrawiam!

niedziela, 21 lipca 2013

Przegląd ziół indyjskich do pielęgnacji włosów - cz. 2

Lawsonia alba (mehendi) - lawsonia spinosa; henna - roślinka o co najmniej dwóch obliczach.  Jej postać młoda, zawierająca niewiele barwnika jest do tego stopnia jest niepodobna do swojej dorosłej postaci, u której rozwija się sztywny konar (od 3 lat wzwyż), że na początku botanicy zaklasyfikowali przez pomyłkę tę samą roślinę  w kolejnych stadiach rozwoju, jako dwa różne gatunki, o dwóch różnych nazwach (alba / spinosa). Charakterystyczny, pomarańczowo-czerwony barwnik zawarty jest w liściach, które do barwienia włosów są suszone, a następnie proszkowane. Obok właściwości koloryzujących, henna słynie ze swoich właściwości regeneracyjnych - delikatnie, pogrubia, wygładza  i wzmacnia włosy.

Mentha Piperta (pupina phool) - mięta pieprzowa. Ma właściwości chłodzące, odkażające, kojące. Wzmacnia włosy, pomaga w walce z łupieżem. Swoim entuzjazmem związanym z miętą i jej działaniu w płukance dzieliłam się z Wami tutaj i tutaj.


Psoralea corylifolia (Bawchi) - roślinka o nazwie dla mnie nie do zapamiętania; w Indiach pospolita, o znanych  niepospolitych  właściwościach. W ajurwedzie rozpoznana jako roślina lecznicza, zalecana w przypadku bielactwa. Olejek eteryczny wmasowany w skórę silnie ją rozgrzewa,  pobudzając komórki odpowiedzialne za produkcję pigmentu do działania (a ja już tyle razy zetknęłam się z wyrokiem, że proces siwienia włosów jest nieodwracalny! skandal! :) ). Zalecana także w przypadku łysienia oraz… impotencji.  Odmładza  skórę. 

c.d.n

Pozdrawiam!


poniedziałek, 15 lipca 2013

Przegląd ziół indyjskich do pielęgnacji włosów - cz. 1

Konsekwentnie wywiązując się z postawionego sobie zadania, w kilku kolejnych postach popiszę o indyjskich ziółkach do pielęgnacji włosów. W pierwszej kolejności wezmę pod lupę skład mojego olejku bhringraj (od Hesh), którego działanie niezmiernie przypadło mi do gustu. A pierwsze wrażenie nie było tak obiecujące – pierwsze wrażenie miało kolor prawie bagnisto-zielony i konsystencję zmrożonego bajorka ;)

Eclipta alba (maka) – kehraj, karisalankanni, false daisy, yerba de tago, bringraj - „władca włosów”. Występuje w dwóch odmianach – o kwiatach białych i żółtych.  Roślina tradycyjnie stosowana  w ajurwerdzie, gorzka i pikantna w smaku, znana z pozytywnego wpływu na tempo wzrostu włosów oraz ich wzmocnienie. Używana do przyciemniania siwych włosów, polecana osobom skłonnym do przedwczesnego siwienia – pobudza wydzielanie melaniny. Sam barwnik wyekstrahowany z maki jest także wykorzystywany do… tatuaży oraz przyciemniania skóry. Eclipta alba dobroczynnie działa też na samą skórę poprawiając jej nawilżenie; zawiera składniki absorbujące promienie UV. 

Stosowana wewnętrznie pobudza apetyt, zalecana jest przy schorzeniach wątroby, działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie i przeciwgrzybicznie. Nalewka z maki ma nawet moc hamowania krwotoku z macicy!

Emblic Myrobalan (Amla), Emblica officinalis, Amalaki - “indyjski agrest”.  Amla w Indiach uznawana jest za święte drzewo, czczone jako Matka Ziemia m.in. ze względu na swoje fantastyczne właściwości odżywcze. Praktycznie każda część tej rośliny może być spreparowana jako środek leczniczy (liście, owoce, nasiona, kora, kwiaty, korzenie…). Amla w tradycyjnej kosmetyce słynie ze swoich właściwości odmładzających związanych z ogromną ilością witaminy C. Owoce amli (na zdjęciach do złudzenia przypominające rodzimy agrest) zawierają także duże ilości protein. Stosowana wewnętrznie pozytywnie oddziaływuje zarówno na samą krew, oczyszczając ją z toksyn, jak i na cały układ krwionośny (zalecana jest przy chorobach tj. anemia, nadciśnienie, choroby serca).

Herpestis Monniera (Brahmi), Bacopa monniera; Herpestis monniera; Moniera cuneifolia. Śliczna roślinka o delikatnych, białych kwiatkach, rosnąca na terenach podmokłych, bagiennych, a dzięki człowiekowi - w akwariach. Nazwa (brahmi) wywodzi się od Brahma, stworzyciela świata, często przedstawianego jako mężczyznę z czterema głowami.

W pielęgnacji włosów zioło ma działanie wstrzymujące wypadanie włosów, zalecane jest także przy wielu chorobach skórnych. Roślina ma jednak także niebagatelne działanie uspokajające; koi skołatane nerwy, odpręża, przywraca jasność umysłu, poprawia pamięć oraz zdolność koncentracji.  Jest składnikiem leków na demencję starczą, chorobę Alzhaimera, ADHD; brahmi jest zalecana przy leczeniu  załamań nerwowych i depresji. Śmiem  więc rzec, że to zaiste boska roślinka! I możliwe jest, że to właśnie ona każdorazowo po masażu głowy olejkiem bhringaraj wpędzała mnie w ten podejrzany stan błogostanu... ;)

c.d.n.


Pozdrawiam!

piątek, 26 kwietnia 2013

Miętowa niespodzianka!


Na szybko chcę się z Wami podzielić rezultatem moich płukankowych eksperymentów, które przeprowadziłam w tym tygodniu zmotywowana własnym postem.

Płukanka lniana: płukankowy hit włosowej blogosfery ostatnich kilku miesięcy. Oczekiwana więc były spore, ale rezultaty niewspółmierne. Nie to, żebym była niezadowolona, bo efekty były pozytywne (włosy zostały przede wszystkim dobrze nawilżone i lekko usztywnione), ale ja przecież spodziewałam się burzy trwałych kręciołków ;) Burzy nie było, za to na włosach wyczuwałam obecność delikatnej lnianej powłoczki, która niby mi nie przeszkadza, ale na co dzień, kiedy nie stylizuję włosów, wolę jej nie mieć.

Płukanka miętowa: zrobiłam ją dzisiaj, w zasadzie od niechcenia; 2 torebki herbaty miętowej zalałam szklanką wrzątku i zaparzyłam, a następnie napar rozcieńczyłam zimną kranówą. Efekt: totalna niespodzianka, bo  a b s o l u t n a   r e w e l a c j a! Włosy są miękkie, puszyste i lśniące, a przede wszystkim ładnie podkręcone. Płukanka  ucieszyła też spiętą skórę na mojej głowie dając jej orzeźwienie i wrażenie dogłębnego oczyszczenia. No i ten miętowy aromat…  Szkoda tylko, że tak krótkotrwały. Zdecydowanie więc polecam zafundować sobie tę odrobinę relaksu i przyjemności, chociażby w ten rozpoczynający się właśnie weekend J

 
Fantastycznie odprężającego weekendu tym samym życzę i pozdrawiam!

środa, 24 kwietnia 2013

PŁUKANKI TRADYCYJNE


Były już tradycyjne wcierki i maski, nadszedł czas na płukanki. O ile do tej działanie wspomnianych naturalnych specjałów było dosyć  wyspecjalizowane (wcierki – stymulacja porostu włosów; maski – intensywna regeneracja), o tyle w dzisiejszym poście przedstawione płukanki mają szerokie spektrum właściwości i działania. Opisane poniżej płukanki będą dla Was wsparciem w staraniach o wzmocnienie włosów i ich porostu, , nadanie im energetycznych, złotych refleksów albo wręcz odwrotnie – pogłębieniu i przyciemnieniu aktualnego koloru – w zależności od humoru i wiosennego kaprysu ;), odżywienie i regenerację zmęczonej skóry głowy.

Pamiętajcie, że jeśli płukanki przygotowywane są z ziół, należy je odcedzić przed aplikacją na włosy. Oszczędzi Wam to złości, co urodzie szkodzi i cennego czasu, który moglibyście wykorzystać inaczej niż na wydzióbywanie niewyjściowych kwiatków z własnej czupryny.

Jeśli chodzi natomiast o sposób płukania, to można sobie polewać włosy kubkiem z płukanką albo od razu obmyć głowę zawartością całego garnka, ja jednak najbardziej lubię i polecam wlać sobie płukankę do sporej miski i moczyć w niej chwilę włosy i skórę głowy. Jestem tutaj ciekawa Waszych pomysłów na stosowanie płukanki J

Płukanki wzmacniające, stymulujące porost włosów:


- brzozowa;  składniki: szklanka liści brzozy, woda. Liście zalewamy 2 szklankami wrzątku i pozostawiamy do ostudzenia. Płukanka zalecana dla osób walczących z łysieniem. Alternatywne napary z ziół o podobnym działaniu: tatarak zwyczajny, pokrzywa, korzeń łopianu pajęczynowatego i łopianu mniejszego, chmiel zwyczajny, rozmaryn.

- kawowa;  składniki: kawa (kofeinowa) i woda. Kofeina stosowana zewnętrznie działa podobnie jak od wewnątrz – pobudza mikrokrążenie, stymulując włosy do wzrostu. Jeśli więc następnym razem wystygnie Wam nieopatrznie kawa, wiecie co robić! ;)

Płukanki regeneracyjne:


- piwna: składniki: szklanka wody, 3 szklanki piwa. Pamiętajcie o wcześniejszym otworzeniu piwa w celu jego odgazowania (min. 30 minut). Nie należy obawiać się o aromat – zniknie po wyschnięciu włosów.  Piwo może lekko usztywniać włosy więc warto tę płukankę wziąć pod uwagę jeśli planujecie modelować czy kręcić włosy.

- miodowa: składniki: łyżka miodu, litr wody. Pamiętajcie, żeby stosować miód naturalny. Jeśli ma konsystencję stałą, rozpuśćcie go w ciepłej wodzie, ale nie gorącej (max 40ͦC, żeby nie zabić jego dobroczynnych składników). Polecam zrobienie także próby uczuleniowej – miód może wywoływać alergie, nawet jeśli pochodzi ze sprawdzonej pasieki.

- lniana; składniki:  2 łyżki siemienia lnianego, woda. Siemię lniane zalewamy 200 ml gorącej włosy i gotujemy na małym ogniu aż konsystencja wywaru zacznie wyraźnie gęstnieć. Odstawiamy na bok i po ostygnięciu odcedzamy, np. przez gazę (przez sitko zupełnie nie polecam… ). Otrzymany kisiel rozcieńczamy wodą w takiej ilości, aby otrzymać ostatecznie ok. 1 litra płukanki. Uwaga: płukanka lekko usztywnia włosy i poprawia skręt włosów. Ma więc podobne walory jak piwna.

- ziołowe napary regenerujące  z mydlnicy lekarskiej /  skrzypu polnego / mięty / lawendy / nagietka: wskazaną przez producenta ilość zioła  zalewamy szklanką wrzątku i parzymy zgodnie z instrukcją (z reguły ok. 15-20 minut pod przykryciem). Płuczemy gdy napar ostygnie. Mydlnica lekarska zalecana jest osobom z problematyczną skórą głowy (łupież egzema, zarówno włosy suche oraz przetłuszczające się – reguluje ilość wydzielanego serum). Skrzyp polny i nagietek sprawdzą się tam, gdzie włosy są słabe i łamliwe. Podobnie napar z mięty odżywi włosy sztywne i zniszczone.  Lawenda doda blasku włosom oraz pozostawi subtelny, słodkawy zapach.

- płukanka z octu jabłkowego;  składniki: 1 łyżka octu jabłkowego, litr wody. Składniki mieszamy ze sobą i używamy do ostatniego płukania, by przywrócić naturalne, lekko kwaśne pH skóry głowy i domknąć łuski włosowe. Włosy po niej są miękkie i błyszczące, a płukanka pełni także funkcję odżywczą dzięki zawartym w niej składnikom mineralnym. Kilkakrotnie już o tym pisałam – nieprzyjemny zapach octu ulatnia się i po wysuszeniu włosów jest już niewyczuwalny.

 

Odżywcze płukanki rozjaśniające:


- napary z lipy, rumianku, rabarbaru;

- płukanki z dodatkiem soku z cytryny (zwłaszcza jeśli jeszcze z wilgotnymi włosami wystawimy się na działalnie promieni słonecznych)
 

Odżywcze płukanki przyciemniające:


- napary z z kory dębu, skrzypu, tymianku, liści orzecha włoskiego, szałwii, rozmarynu, pokrzywy, czarnej herbaty, płukanka kawowa.


Płukanki do włosów przetłuszczających się:


- łopianowo-tatarakowa; składniki:  1 łyżka łopianu i jedna łyżka suszonych kłączy tataraku. Zioła zalewamy  ciepłą wodą i gotujemy  3 minuty.  Płukać po przestygnięciu.

-  napary z mięty, mydlnicy lekarskiej, lipy, skrzypu polnego (o których mowa też wyżej).

Temat płukanek jest tak bogaty jak bogactwo ziół i produktów odżywczych, których nieświadomie używamy na co dzień. Na pewno pominęłam jakiś ważny element. Zaręczam, że to nie było działanie celowe. Zachęcam do podzielenia się Waszymi doświadczeniami w komentarzach. Ja uciekam wypłukać sobie włosy w przebojowym lnianym glucie ;)

Pozdrawiam!

piątek, 19 kwietnia 2013

MASKI TRADYCYJNE


W poprzednim poście było o wcierkach wg tradycyjnej receptury medycyny ludowej. Dzisiaj, zgodnie z zapowiedzią, przedstawię Wam kilka przepisów na tradycyjne maseczki. O ile opisane wcierki działały głównie na porost włosów, tak maseczki będą miały właściwości w przeważającej mierze regenerujące. I o ile aromat wcierek znakomicie wpisywał się w popularny kanon powieści wampirycznych, tak dzisiejsze maski bardziej podpadają pod tradycyjną polską biesiadę ;)
Na wstępie zaznaczę, że podane przepisy mają charakter raczej schematyczny – zachęcam do eksperymentowania z proporcjami składników i czasem trzymania maski na głowie, w zależności od Waszych potrzeb, długości i gęstości włosów. Pamiętać należy, że:

- żółtko jajka;  dzięki lecytynie wygładza łuski włosów; kondycjonuje włosy zniszczone, sztywne, osłabione, rozdwajające się.

- piwo; dzięki zawartości protein i witaminy B wzmacnia cebulki włosów,  ponadto oczyszcza skórę głowy, reguluje pracę gruczołów łojowych. Zmiękczy włosy, a tym matowym nada blasku. Najlepiej stosować piwo niepasteryzowane, odgazowane (należy je otworzyć z co najmniej 30 minutowym wyprzedzeniem) 
 
- drożdże; podobnie jak piwo, zawiera witaminy z grupy B, reguluje pracę gruczołów łojowych. Jest to więc składnik zalecany do pielęgnacji włosów skłonnych do przetłuszczania.
- miód; kolejne tradycyjne płynne złoto: bogate w substancje odżywcze tj. witaminy A, B, D, K, E, PP, białka, potas i magnez. Kondycjonuje włosy, wykazuje działanie silnie nawilżające.
- olejek rycynowy; w odróżnieniu od w/w komponentów zupełnie nie nadaje się do spożycia, zakładając, że nie mamy zapędów auto-/ destrukcyjnych. W pielęgnacji włosów zaleca się go w profilaktyce wypadania włosów, na porost włosów oraz w celu ich regeneracji.
- nafta kosmetyczna; substancja pochodna ropy naftowej; wykazuje działanie podobne do olejku rycynowego. Podobnież - nie konsumujemy.
- majonez; zmiękcza, wygładza, regeneruje
- tłuste mleko / jogurty / kefiry – wykazują działanie kondycjonujące i regenerujące
- oliwa z oliwek – dzięki zawartości NNKT oraz witamin nawilża, nabłyszcza, regeneruje, koi przesuszony skalp. Polecam wypróbować także jej potencjalną alternatywę, „oliwę północy” czyli olej rzepakowy.
- kiełbasa – żartuję… ;)
To raz. Dwa – większość opisanych niżej maseczek to maseczki proteinowe. Wspomagają odbudowę struktury włosa, a po ich zmyciu warto nałożyć intensywnie nawilżające odżywki, aby nie skończyć z łatwopalnym sianem na głowie. Trzy – o ile nie napisano inaczej, sugeruję aplikację maseczek na wilgotne włosy, aby ułatwić rozprowadzenie substancji odżywczych. Pierwsze i ostatnie cztery – zdecydowanie warto maseczki potrzymać na włosach w ciepełku – nie zapomnijcie więc o przygotowaniu czepka / folii do owinięcia głowy oraz  ręcznika
 

Maski są banalnie proste w przygotowaniu i co najmniej kilka z nich możecie z pewnością przyrządzić od ręki, nie wydając złamanego grosza!

 
1.        Kompres z oliwy z oliwek – zabieg absolutnie podstawowy. Podgrzewamy oliwę w kąpieli wodnej, nakładamy na włosy i skalp delikatnie masując. Po co najmniej 30 minutach zmywamy
 
2.        Maseczka słonecznikowa: 1 łyżkę oleju słonecznikowego mieszamy z 1 łyżką soku z cytryny oraz 2 łyżkami śmietany. Maskę nakładamy na włosy na 20 minut.
3.         Maseczka 3-składnikowa:  3 łyżki majonezu, 1 żółtko oraz sok z połówki cytryny mieszamy, nakładamy na suche włosy. Po 20 minutach myjemy włosy szamponem.
4.        Maseczka nr 4: kilka łyżek nafty kosmetycznej, kilka kropel olejku rycynowego oraz dwa żółtka mieszamy, nakładamy na całe włosy przed myciem. Po 30 minutach spłukujemy i dokładnie myjemy włosy
5.        Maseczka nabłyszczająca: dwie łyżki jogurtu naturalnego, 1 łyżkę miodu i 1 żółtko mieszamy i nakładamy na włosy. Po upływie 15 minut – zmywamy.
6.        Maska majonezowa;  mieszamy ze sobą 1 żółtko i 2 łyżki oliwy z oliwek (mikstura powinna przypominać konsystencją gęsty majonez). Papkę rozsmarowujemy na włosach i pozostawiamy na godzinę.
7.          Maseczka piwna nr 1. Potrzebujemy 1/4 szklanki piwa, 1 żółtko. Składniki mieszamy i rozprowadzamy na włosach, spłukujemy po 15 minutach
8.        Maseczka piwna nr 2 (do włosów łamliwych). Do jej wykonania potrzebne nam będą: 3 łyżki piwa, 1 łyżka oliwy, 2 żółtka, 2 łyżki śmietany kremówki. Składniki mieszamy i podobnie jak w przypadku poprzedniczki – zmywamy po 15 minutach.
9.        Maska drożdżowa. Składniki: kostka drożdży piekarskich, szklanka mleka. Produkty mieszamy ze sobą i powstałą papkę rozprowadzamy na włosach na pół godziny przed myciem.
10.     Maska z siemienia lnianego. Składniki: 1 łyżka siemienia lnianego. Ziarenka zagotowujemy w pół litra wody, a wywar przecedzamy przez sitko (lub gazę - po ostygnięciu). Jeśli maseczka będzie zbyt gęsta, można ją rozcieńczyć. Całość nakładamy na włosy, spłukujemy do 15 minutach.
 Udanego weekendu życzę!

wtorek, 16 kwietnia 2013

Wcierki tradycyjne


Zgodnie z zapowiedzią niniejszym rozpoczynam cykl o tradycyjnych w naszej lokalizacji geograficznej sposobach regeneracji włosów. Dzisiaj będzie o wcierkach. I obawiam się, że będzie aromatycznie, swojsko aromatycznie, a wszystko po to, by rozbudzić nasze mieszki włosowe i pogonić je do pracy. W końcu czas złapać nieco wiatru, nieprawdaż?
Zaczniemy stosunkowo łagodnie, stopniowo rozszerzając nasz zakres akceptacji o zapachy, które doprowadzają nas do łez, kompleksowo przeczyszczają zatoki i ostatnie zapasy chusteczek, ale jesteśmy w stanie je na sobie ścierpieć, by doprowadzić włosy do stanu wiosennej świetności. Na koniec postaram się ukoić Wasz rozstrojony zmysł powonienia spokojnymi nutami.
 
1.     Cebula. To popularny w medycynie ludowej środek na wypadanie włosów. Swoje właściwości zawdzięcza pierwiastkowi ”z piekła rodem” – siarce. Ten piekielny pierwiastek pobudza krążenie, neutralizuje stany zapalne, a także odgrywa ważną rolę w produkcji kolagenu, podstawowego białka budulcowego ludzkiej skóry, odpowiedzialnego także za kondycję naszych włosów i paznokci.
 Cebulę w formie wcierki możemy przygotować na całe mnóstwo sposobów  - ja polecam ten najprostszy – 1 cebulę kroimy w drobne kostki, zalewamy miodem  i odstawiamy na kilka godzin w zacienione miejsce by cebula puściła swoje odżywcze soki, które następnie wmasowujemy w skórę.  Osoby o niewrażliwej skórze głowy (takiej, której nie podrażnia alkohol) mogą chcieć wypróbować mieszanki, którą przygotujemy z połówki posiekanej cebuli i takiej samej ilości suszonych liści pokrzywy. Mix zalewamy wódką (do wysokości mieszanki), a po kilku dniach wyciąg zlewamy do buteleczki i stosujemy jako tonik na skalp.
 
2.     Czarna rzepa zwana czarną rzodkwią. Już mnie kręci w nosie ;) Obok związków siarki o działaniu, które już znacie, jest to istne witaminowe działo, które nasze włosy uwielbiają (duże ilości witaminy C, B1 i B2, PP oraz sole mineralne tj. potas, żelazo, wapno, magnezu, fosfor). Wyciskamy sok z rzepy w sokowirówce lub ścieramy warzywko na tarce o drobnych oczkach, a następnie przeciskamy sok przez gazę i naturalnie wcieramy go w skalp. Zapach koszmarny, ale warto się pomęczyć – sok z rzepy stymuluje porost włosów, zapobiega ich wypadaniu, poprawia kondycję włosów.
 
3.     Czosnek. Ubóstwiam w szpinaku, nie trawię na skórze. Ale dla prawdziwych twardzieli i twardzielek może być to nie lada gratka! Podobnie jak bohaterzy dwóch poprzednich pozycji zawiera siarkę, a także konkurencyjne bogactwo witamin (głównie B i C) oraz minerałów: żelazo, fosfor, wapń, jod, miedź, magnez, cynk, selen. Oprócz właściwości przeciwzapalnych, przeciwgrzybicznych i przeciwbakteryjnych, poprawia ukrwienie skóry głowy, stymulując włosy do wzrostu.
 
4.     Bylica, zwana niekiedy bożym drzewkiem, od wieków stosowana jest jako środek poprawiający kondycję skóry, ukrwienie oraz porost włosów.  Przygotowanie 50 gram bylicy i zalewamy 1,5 szklanki wrzątku. Po ostudzeniu, odcedzamy. Następnie napar mieszamy z wódką w proporcji 1:1.  Tonik przechowujemy w lodówce. Uwaga: przed aplikacją tonik ponownie rozcieńczamy wodą, podobnież w proporcji 1:1.
 
5.     Oliwa z oliwek. Panaceum dla wszystkich osób o przesuszonej skórze głowy. Przyjemna w aplikacji, sprzyja relaksacyjnemu masażowi. Aromat delikatny, który szybko się ulatnia…
 
Na koniec dodam, że wszystkie przygotowane powyżej preparaty stosujemy przed myciem włosów (co najmniej 30 min przed). Ważnym zabiegiem  towarzyszącym stosowaniu wcierek jest masaż – delikatny, wzmacnia działanie preparatów poprzez pobudzanie krążenia krwi i odpręża skórę głowy, nierzadko obolałą na skutek obciążających upięć włosów.
 
          W następnym odcinku pobabrzemy się trochę w maseczkach ;)
 
W końcu wiosna… Rewelacja!  B-)

środa, 10 kwietnia 2013

Słowem wstępu - o nowym cyklu


Zima przetrzymała nas wyjątkowo długo. Nigdy wcześniej nie mogłam lepić bałwana na Wielkanoc  i ślizgać się na oblodzonych chodnikach w kwietniu. Nigdy wcześniej nie widziałam też biedronek w śniegu, pewnie podobnie jak one ;)
Źródło: pomysłowy sklep decofleur
W każdym bądź razie moje całe cielesne jestestwo, czując nadchodzące zmiany, woła o zastrzyk Słońca, ciepła i odrodzenia. Dotyczy to także włosów, którym dało popalić mnóstwo zimowych czynników: powietrze – w pomieszczeniach suche na skutek przegrzania, niskie temperatury panujące na zewnątrz, tyrania czapek oraz brak promieni słonecznych, które w ciągu pozostałych miesięcy w roku dodają moim ciemnym blond włosów delikatne, złociste refleksy.
Zatem co zrobić, aby włosom nadać życia? Zregenerować, nadać puszystości i objętości,  ożywić kolor? W miarę… błyskawicznie??
Zgodnie z zapowiedzią w kolejnym cyklu postów odwołam się do sprawdzonych babcinych sposobów, które można wprowadzić w życie używając produktów, które mamy często w zasięgu ręki. Tym razem planuję wiedzę tę usystematyzować etapami pielęgnacji, a więc owe bezcenne, tradycyjne know-how przekażę Wam w odcinkach:
1. Wcierki
2. Maseczki
3. Płukanki
4. Regeneracja od wewnątrz
5. Kuferek z różnościami
Owocnego wieczoru życzę!

środa, 20 marca 2013

Naturalne japońskie komponenty pielęgnacyjne - cz. 4


Żródło: Herbwisdom
Z oporem zabierałam się za napisanie tego posta. To oznacza jedno - dobrze będzie znowu zwinąć manatki i zmienić krajobraz. Mam ochotę na góry. Nie wiem jeszcze jakie. W rozruszaniu moich cudownych zwojów nerwowych być może mógłby mi pomóc bohater dzisiejszego posta – miłorząb japoński. Być może skorzystam.
Miłorząb japoński (ginkgo biloba) to bardzo niezwykły gatunek drzewa pochodzący, wbrew temu na co wskazuje nazwa – z Chin. Jedynie tam, w południowo-wschodniej części kraju, występuje naturalnie. Niemniej ze względu na swoje właściwości zaskarbił sobie zainteresowanie Japończyków. A właściwości ma niepospolite –  drzewo to jest zdecydowanie długowieczne; na wspomnianym stanowisku naturalnym występują osobniki, które pamiętają czasy przed Bożym Narodzeniem. Tym pierwszym ;) A ja z ledwością pamiętam to ubiegłoroczne, nie mówiąc o wcześniejszych… W każdym bądź razie owa długowieczność może mieć także przełożenie na zdrowie ludzkie – przypisuje mu się zdolność opóźniania starzenia, zwłaszcza w zakresie układu krwionośnego i nerwowego (zalecany jest w przypadkach demencji, depresji, problemów z pamięcią, profilaktyki chorób układu krążenia). Cecha ta bierze się stąd, iż ginkgo biloba pobudza krążenie usprawniając dystrybucję substancji odżywczych i tlenu. Podobnie też działa zastosowany zewnętrznie, np. w kosmetykach do włosów – pobudza krążenie w skórze głowy dzięki czemu substancje odżywcze efektywnie docierają do mieszków włosowych. Wyciąg z miłorzębu japońskiego jest zalecany w celu zahamowania wypadania włosów, polepszenia ich kondycji oraz stymulacji wzrostu. Wzmacnia ściany naczyń krwionośnych. Ma silne właściwości antyoksydacyjne.
Źródło: wikipedia
Ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego możemy nabyć w formie suplementów diety lub w postaci łatwo rozpuszczalnego proszku do przygotowania kosmetyków własnych. Osobiście nie mam z nim żadnych doświadczeń, tzn. znowu nic nie pamiętam ;) Może go więc potrzebuję…? Chyba tak! Zanim jednak zapomnę szybko dodam, że zdarzają się efekty uboczne spożywania miłorzębu japońskiego takie jak zawroty głowy, rozstrój żołądka. Ważne żeby pamiętać, że ginkgo zmniejsza krzepliwość krwi.

Macie jakieś doświadczenia z tym ziółkiem? Jakie kosmetyki z dodatkiem ginkgo lubicie najbardziej??

Zanim zwinę się z Japonii opowiem Wam o swoich doświadczeniach z płukanką z żeń-szenia. Nadchodzą dobre wiadomości dla Kłapowłosów :)

środa, 6 marca 2013

Naturalne japońskie komponenty pielegnacyjne - cz. 3


Poprzednie posty z tej serii znajdują się tu i tu.
Dzisiaj będzie o czymś, co w bezpośrednim kontakcie przyprawia mnie o niekontrolowane, gwałtowne dreszcze. Całe szczęście zdarzają się bardziej odporne osobniki homo  sapiens niż ja, które mają na tyle zimnej krwi, że potrafią je wyłowić i zasuszyć. I jest to forma, którą toleruję. Niecierpię mokrych wodorostów!  No chyba, że na talerzu. Pod warunkiem, że nie moim ;)
Gloiopeltis Furcata
Źródło: natural-history
Wodorosty stanowią całkiem liczną rodzinę obejmującą ok. kilkadziesiąt tysięcy gatunków, z czego ok 100 nadaje się do konsumpcji przez człowieka. Ja natomiast przyjrzę się dwóm : japońskiemu funoris (Gloiopeltis Furcata) oraz  kombu  (Laminaria Japonica), bowiem są to gatunki tradycyjnie wykorzystywane przez Japończyków do pielęgnacji włosów.
W formie sproszkowanej można je nabyć w sklepach, także w Polsce. Nie tylko można, ale i warto, ponieważ stanowią nieocenione źródło wapnia, żelaza, magnezu i jodu (deficyt jodu sprawia, że włosy są cienkie, wypadają i wolno rosną). Mieszankę w proszku (ok. 1 łyżeczki do herbaty) należy zalać gorącą wodą i dokładnie rozpuścić. Ilość jest względna – zależy czy chcemy przygotować płyn oczyszczający (alternatywa dla szamponu) czy maseczkę odżywczą (w tym wypadku dolewamy mniej wody, aby otrzymać papkę o konsystencji żelu).  W przypadku płynu oczyszczającego roztwór rozprowadzamy na skórze głowy i włosach, masujemy i spłukujemy, zaś maseczkę należy również wmasować i po równomiernej aplikacji potrzymać na głowie w cieple, najlepiej pod czepkiem, przez ok 30 min.
Laminaria Japonica
Źródło: wikipedia
Działanie:
·         regeneracja zniszczonych włosów,
·         włosy są wygładzone i ujarzmione – podatne na układanie,   
·         większa objętość,
·        polecane do włosów suchych oraz z tendencją do rozdwajania,
·         źródło wartościowych substancji odżywczych dla włosów i skalpu ,
·         włosy przestają wypadać,
·        proces siwienia zostaje podobno powstrzymany, a nawet odwrócony!
 
 
 
I z tego ostatniego względu niebawem dorwę bestię ]:-> ! O rezultatach doniosę!