Z góry zastrzegam, że to post o szokującej treści i z tutorialem nie ma nic wspólnego :) Utrzymany jest natomiast w klimatach indyjskich. To coś dla fanek i amatorek olejowania włosów. Nowatorkom nie polecam - mogłyby nabrać niewłaściwego przekonania co do wykonywania tego z reguły czystego zabiegu... ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejowanie włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejowanie włosów. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 16 września 2013
czwartek, 25 lipca 2013
Przegląd ziół indyjskich do pielęgnacji włosów - cz. 3
Nabroiłam i trochę namieszałam z kolejnością. W ramach autokorekty uzupełniam brakującą część 3. przeglądu indyjskich ziółek. Za nieplanowaną zmyłkę rozgoryczonych wielbicieli porządku przepraszam ;)
Vytex Nirgundi Trifolia (Ghodawaj) - i tu mam zagwozdkę typu
„albo albo”. Roślinki, której systematyka przewiduje obie podane przez
producenta nazwy obok siebie - nie znalazłam. O co chodzi autorowi listy
składników zapytałam przedstawiciela producenta (hesh) w Polsce i o odpowiedzi Was niezwłocznie powiadomię. Tymczasem informuję, że Vytex
Nigrundi to zioło zwane „mnisim pieprzem”, a to dlatego, że już od czasów
starożytnych było znane ze swoich właściwości zabijających libido u kobiet.
Ziołem posypywano więc kanapy żon rzymskich legionistów, którzy poza granicami
kraju walczyli w imię ojczyzny, a w średniowieczu doprawiano nim potrawy w
klasztorach w celu redukcji pokus życia doczesnego ich mieszkańców. Ghodawaj natomiast to waleriana, której
uspokajające, nasenne działanie jest znane wszem i wobec ;)
Nardostachys jatamansi, szpikanard, nard - zioło w ajuwerdzie wykorzystywane do
wspomagania systemu nerwowego; poprawia funkcje poznawcze, w tym pamięć,
koncentrację, uspokaja. Zioło zmieszane z olejkami i wcierane w skórę głowy
wspomaga wzrost włosów. Z ciekawostek - kwiat nardu wykorzystany jest w godle
aktualnego papieża Franciszka jako symbol św. Józefa. Co św. Józef miał z
nardem wspólnego, poza tym, że przedstawiany jest z jego gałązką w ręku -
pojęcia nie mam.
Tandrobium Macraei (Jivanti Patra) - jeden z ok. 800 gatunków orchidei.
Tradycyjnie polecany w stanach ogólnego osłabienia do stosowania wewnętrznego.
Stosowany zewnętrznie ma prawdopodobnie podobne działanie :)
c.d.n.
Pozdrawiam!
niedziela, 21 lipca 2013
Przegląd ziół indyjskich do pielęgnacji włosów - cz. 2
Lawsonia alba (mehendi) - lawsonia spinosa; henna - roślinka o
co najmniej dwóch obliczach. Jej postać
młoda, zawierająca niewiele barwnika jest do tego stopnia jest niepodobna do
swojej dorosłej postaci, u której rozwija się sztywny konar (od 3 lat wzwyż), że
na początku botanicy zaklasyfikowali przez pomyłkę tę samą roślinę w kolejnych stadiach rozwoju, jako dwa różne
gatunki, o dwóch różnych nazwach (alba / spinosa). Charakterystyczny, pomarańczowo-czerwony barwnik zawarty jest w liściach, które do
barwienia włosów są suszone, a następnie proszkowane. Obok właściwości
koloryzujących, henna słynie ze swoich właściwości regeneracyjnych - delikatnie,
pogrubia, wygładza i wzmacnia włosy.
Mentha Piperta (pupina phool) - mięta pieprzowa. Ma właściwości
chłodzące, odkażające, kojące. Wzmacnia włosy, pomaga w walce z łupieżem. Swoim
entuzjazmem związanym z miętą i jej działaniu w płukance dzieliłam się z Wami
tutaj i tutaj.
Psoralea corylifolia (Bawchi) - roślinka o nazwie dla mnie nie
do zapamiętania; w Indiach pospolita, o znanych
niepospolitych właściwościach. W
ajurwedzie rozpoznana jako roślina lecznicza, zalecana w przypadku bielactwa.
Olejek eteryczny wmasowany w skórę silnie ją rozgrzewa, pobudzając komórki odpowiedzialne za produkcję
pigmentu do działania (a ja już tyle razy zetknęłam się z wyrokiem, że proces
siwienia włosów jest nieodwracalny! skandal! :) ). Zalecana także w przypadku łysienia oraz…
impotencji. Odmładza skórę.
c.d.n
Pozdrawiam!
poniedziałek, 15 lipca 2013
Przegląd ziół indyjskich do pielęgnacji włosów - cz. 1
Konsekwentnie wywiązując się z postawionego sobie zadania, w
kilku kolejnych postach popiszę o indyjskich ziółkach do pielęgnacji włosów. W
pierwszej kolejności wezmę pod lupę skład mojego olejku bhringraj (od Hesh),
którego działanie niezmiernie przypadło mi do gustu. A pierwsze wrażenie nie
było tak obiecujące – pierwsze wrażenie miało kolor prawie bagnisto-zielony i
konsystencję zmrożonego bajorka ;)
Eclipta alba (maka) – kehraj, karisalankanni, false daisy, yerba
de tago, bringraj - „władca włosów”. Występuje w dwóch odmianach
– o kwiatach białych i żółtych. Roślina
tradycyjnie stosowana w ajurwerdzie,
gorzka i pikantna w smaku, znana z pozytywnego wpływu na tempo wzrostu włosów
oraz ich wzmocnienie. Używana do przyciemniania siwych włosów, polecana osobom
skłonnym do przedwczesnego siwienia – pobudza wydzielanie melaniny. Sam barwnik wyekstrahowany z maki jest także wykorzystywany do… tatuaży oraz przyciemniania skóry. Eclipta alba
dobroczynnie działa też na samą skórę poprawiając jej nawilżenie; zawiera składniki absorbujące promienie UV.
Stosowana wewnętrznie pobudza apetyt, zalecana jest przy
schorzeniach wątroby, działa antybakteryjnie,
przeciwzapalnie i przeciwgrzybicznie. Nalewka z maki ma nawet moc hamowania
krwotoku z macicy!
Emblic Myrobalan (Amla), Emblica officinalis, Amalaki - “indyjski agrest”.
Amla w Indiach uznawana jest za święte
drzewo, czczone jako Matka Ziemia m.in. ze względu na swoje fantastyczne właściwości
odżywcze. Praktycznie każda część tej rośliny może być spreparowana jako środek
leczniczy (liście, owoce, nasiona, kora, kwiaty, korzenie…). Amla w tradycyjnej
kosmetyce słynie ze swoich właściwości odmładzających związanych z ogromną
ilością witaminy C. Owoce amli (na zdjęciach do złudzenia przypominające
rodzimy agrest) zawierają także duże ilości protein. Stosowana wewnętrznie
pozytywnie oddziaływuje zarówno na samą krew, oczyszczając ją z toksyn, jak i
na cały układ krwionośny (zalecana jest przy chorobach tj. anemia,
nadciśnienie, choroby serca).
Herpestis Monniera (Brahmi), Bacopa monniera; Herpestis monniera;
Moniera cuneifolia. Śliczna roślinka o delikatnych, białych kwiatkach,
rosnąca na terenach podmokłych, bagiennych, a dzięki człowiekowi - w akwariach.
Nazwa (brahmi) wywodzi się od Brahma, stworzyciela świata, często
przedstawianego jako mężczyznę z czterema głowami.
W pielęgnacji włosów zioło ma działanie wstrzymujące
wypadanie włosów, zalecane jest także przy wielu chorobach skórnych. Roślina ma
jednak także niebagatelne działanie uspokajające; koi skołatane nerwy, odpręża,
przywraca jasność umysłu, poprawia pamięć oraz zdolność koncentracji. Jest składnikiem leków na demencję starczą,
chorobę Alzhaimera, ADHD; brahmi jest zalecana przy leczeniu załamań nerwowych i depresji. Śmiem więc rzec, że to zaiste boska roślinka! I możliwe jest, że to właśnie ona każdorazowo po masażu głowy olejkiem bhringaraj wpędzała mnie w ten podejrzany stan błogostanu... ;)
c.d.n.
Pozdrawiam!
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Na fali entuzjazmu! Olej z czarnuszki
Po krótkim pobycie w zimnych i ciemnych strefach
podbiegunowych, wracam do gorącego Egiptu. Na fali entuzjazmu! J A oto i przyczyna:
Olej z czarnuszki egipskiej (Nigella sativa), zwany złotem faraonów jest moją osobistą perełką.
Można go stosować zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie. Dzięki zawartości
olejków eterycznych jest zalecany do spożywania przez astmatyków, a ponadto jest naturalnym antybiotykiem, poprawia
przemianę materii, ma właściwości przeciwgrzybiczne, działa rozkurczająco na
mięśnie gładkie, żółciopędnie, moczopędnie, wiatropędnie. Czarnuszka należy
do nielicznej grupy roślin mających zastosowanie w terapii chorób
autoimmunologicznych, np. toczeń,
łuszczyca, reumatyzm, alergie. Ma właściwości antyrakowe. Zastosowany
zewnętrznie wspomaga leczenia
łuszczycy, trądziku, atopowego zapalenia skóry, wyprysków i egzemy. Krąży o
nim legenda, że leczy wszystko oprócz śmierci.
Po raz pierwszy zetknęłam się z tym olejem przy okazji
zakupu oleju „Nigelle” produkowanego dla i dystrybuowanego przez l’Orient.
Recenzję napiszę innym razem, napomknę tylko, że olej z czarnuszki zaintrygował
mnie wtedy na tyle mocno, że postanowiłam go potestować w czystej postaci, bez
domieszek.
Próbowałam różnych
producentów, olejki różniły się między sobą intensywnością smaku i zapachu (niektóre otwierają płuca żywym ogniem! (
]:-D ) Aktualnie natomiast używam oleju z Natuwitu, który jest relatywnie
delikatny w smaku. Stosuję go głównie wewnętrznie, gdyż jest stosunkowo drogi
(ok. 75 zł za 250 ml).
Przyszedł jednak taki dzień, że moje włosy zażądały
wytrawnej kolacji. Zamiast więc tradycyjnego oleju kokosowego, zaserwowałam im mieszankę oliwy z oliwek i
oleju z czarnuszki (odpowiednio 2:1 łyżki), po czym udałam na się na
spoczynek. Rano standardowo umyłam włosy delikatnym szamponem i nałożyłam
odżywkę (do spłukiwania, przy czym nie zastosowałam żadnej płukanki). Jedyne co
się zmieniło w zestawie to olej. Efekt? Miękkie,
lśniące, odżywione, rewelacyjnie nawilżone włosy. Najbardziej jednak
zdumiał mnie fakt, że po duecie oliwa z
oliwek + olej z czarnuszki włosy niesamowicie
długo utrzymują świeżość (trzy dni, przy czym normalnie myję włosy co drugi
dzień). Zabieg powtarzałam, dokładnie z tym samym zestawem i z tym samym
skutkiem. Dodam, że sama oliwa z oliwek nie przyniosła takich efektów. Nie wiem
z czego to wynika, ale cieszę się odkryciem i dzielę się nim z Wami J
PS Wszystkie oleje, które nakładam na włosy najpierw
ogrzewam w kąpieli wodnej. Jestem istotą, która przy okazji pielęgnacji
uwielbia ciepło we wszystkich możliwych wariantach. Poza tym ogrzane oleje
wydają się lepiej wnikać do wnętrza włosa.
A Wy macie jakieś doświadczenia z tym olejem? Przyniósł
podobny skutek?
Subskrybuj:
Posty (Atom)