Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 września 2013

Termo-czepek

To wpis z serii "na fali entuzjazmu" :) Tym razem nie jest to ani środek doustny, ani cieszący oczy włosami klip, ani żadne ponadprzeciętnie przyjemne mazidło. Tym razem jest to coś, co oszczędza czas, pomnaża przyjemność i zapobiega bólom kręgosłupa! I gdyby była to zagadka nie wpadłabym, że może chodzić o czepek. O termo-czepek! :) 

W zasadzie czas oszczędza podwójnie, bo nie tylko mogę COŚ robić zamiast bezczynnie tkwić w łazience w czasie, który daję odżywce na zadziałanie, to jeszcze nie muszę później po sobie sprzątać tego, co spłynęłoby mi gdzie bądź, gdybym jednak łazienkę zdecydowała się opuścić ;) Pamiętam, że kiedyś opuściłam łazienkę mając na głowie maskę domowej roboty z jajka i piwa, i zmiana lokalizacji na kanapę w ogóle nie była  dobrym pomysłem... :)



A wszystko dzięki warstwie chłonnej w którą wyposażony jest ten niepozorny artykuł. Muszę przyznać, że na początku byłam mocno sceptyczna wobec tego wynalazku; warstwa chłonna wydawała mi się zbyt cienka, ale z właściwym sobie baranim zacięciem potrzymałam czepek 30 min na głowie i okazało się, że czepek działa zgodnie z planem. 

Produkt jest jednak niełatwo dostępny, ale warto pytać w drogeriach. Polecam!

PS Cyklu o ziółkach indyjskich jeszcze nie zakończyłam. Kolejny post w bardzo niedalekiej przyszłości, materiały już zgromadziłam :)

piątek, 18 stycznia 2013

Koktajl waniliowy z siemieniem lnianym zamiast gluta!


Dzisiaj trasa moich wojaży ku pięknu zahaczyła o przystań „Rossmann”.  Przystań z zewnątrz niepozorna, wewnątrz skrywa niemało skarbów. Zupełnie przypadkiem znalazłam tam mały klejnocik. Tak mały, że ma tylko 66 kalorie, ale to jest akurat mało istotne w tym przypadku. Znaczenie ma natomiast to, że ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, ma on skład, którym żadna włosomaniaczka nie pogardzi! A chciałam sobie kupić po prostu coś z błonnikiem…


Skład: len mielony odtłuszczony (48,9%), fruktoza (26%), błonnik pszeniczny (17,4%), izolat białka sojowego (4,4%), aromaty, witaminy: C, niacyna, E, kwas pantotenowy, B2, B6, B1, folacyna, biotyna, B12
Sposób przygotowania jest banalnie prosty: zawartość torebki zalać szklanką gorącej wody lub mleka, zamieszać, odczekać do ostygnięcia. 
 
Koktajl występuje też w dwóch innych odmianach smakowych: truskawkowym i jabłko z cynamonem.

Moje wrażenia są bardzo pozytywne: mikstura jest treściwa (jest w niej mnóstwo drobinek zmielonego lnu), ale nie ma konsystencji śluzu. Ma bardzo przyjemny zapach i delikatny smak. Ów delikatny smak jest ewentualnym minusem – dla mnie jest za delikatny. Jest to jeden z moich kulinarnych bzików - uwielbiam wanilię w mocniejszych akcentach.  Wielkim plusem jest natomiast to, że koktajl, w odróżnieniu od wszystkich produktów instant, nie wywołał u mnie perturbacji żołądkowych, a nawet przyniósł pożądany skutek (potrzebowałam błonnika).

PS Wg informacji producenta na stronie http://www.herbapol.com.pl/pl/nasze-produkty/produkt/60 - koktajl jest dostępny (tylko?) w drogeriach Rossmann.

Ciekawa jestem czy już wiecie o tej małej rewelacji czy ja po prostu taka ślepa byłam?

niedziela, 6 stycznia 2013

Zwyczaje pielęgnacyjne w Starożytnym Egipcie


Zastanawiałam się w którym miejscu zacząć tworzyć  Mapę Piękna. Część mnie bardzo chciała zacząć od rodzimych sposobów, babcinych tradycji, które w dzisiejszych czasach zdają się być niezastąpione. Inna cząstka mnie z kolei krzyczała, żeby zacząć od zwyczajów hinduskich kobiet i ajurwedy, które stały się mi bliższe od kiedy zaczęłam ćwiczyć jogę. Zwyciężył jednak mój wewnętrzny dyktator, auto-pilot miłujący ład i porządek, który przykazał mi zacząć od początku.
Współcześnie za kolebkę kosmetyki uważa się starożytny Egipt. Egipcjanie przykładali ogromną wagę do czystości, piękna i zapachów, które to podejście było podyktowane nakazami religii. Czystość warunkowała zdrowie, atrakcyjność i opiekę bogów. Miłe nosu zapachy były oznaką boskości. Egipcjanie byli niezrównanymi perfumiarzami – wonne szkatułki współcześnie odnajdywane w starożytnych kryptach nadal pachną! Pielęgnacja była tematem pism starożytnych, którzy notowali tajniki zachowania odpowiedniej wagi ciała i… przeciwdziałania wypadaniu włosom! Podobno nawet Kleopatra, która osiągnęła mistrzostwo w pielęgnacji, spisała swoje patenty na piękno. Osoba Kleopatry to jednak temat rzeka i poświęcę jej osobny post.
Słowem wstępu dodam jeszcze tylko, że artykuły pielęgnacyjne (olejki) były używane jako środek płatniczy dla najuboższych najemników (z reguły był to olejek rycynowy), a handel artykułami pielęgnacyjnymi był drugim co do wielkości, zaraz po drewnie,  działem handlu zagranicznego!

Czystość i pielęgnacja nie były jednak tylko wymysłem religii. Były one także koniecznością ze względu na surowy, suchy i gorący klimat. Egipcjanie zabezpieczali swoją skórę i włosy gamą ok. 28 olejów roślinnych! Do najpopularniejszych należały: olejek ze słodkich migdałów, z olejek z daktyli, olej z orzechów drzewa chrzanowego. Kozieradka była stosowana jako środek zmiękczający skórę twarzy i łagodząca maska. Picie wywaru z kozieradki było uważany za skuteczny środek wspomagający laktację. Natomiast aloes był ceniony przez egipskie królowe za właściwości łagodzące i kojące.
Ale miało być o włosach…  Włosy były uważane przez starożytnych Egipcjan jako najważniejszy atrybut piękna kobiety. Niemniej mężczyźni także przywiązywali ogromną wagę do swoich włosów, bowiem wypadające  włosy uważali za nurtujący i drażniący  problem.  Jako remedium stosowali smarowanie skalpu tłuszczem  z… lwa, krokodyla, gęsi i węży! Znany jest też przepis na rzucenie złego czaru na konkurencyjną adoratorkę wybranka, aby jej włosy wypadły – należało ugotować robaka w oleju, a następnie wetrzeć tak przygotowany olej w skalp ofiary. Z drugiej strony, obie płcie, zabiegały o to, aby skutecznie usuwać włosy inne niż te, które rosną na głowie – ale to już temat na osobny post ;)

Włosy! Ze względu na surowy klimat, gdzie współwystępuje wielość czynników niszczących włosy, Egipcjanie często nosili peruki, wykonane najczęściej z włosów ludzkich, wełny owczej i włókien roślinnych. Ci zamożni mogli sobie pozwolić na zmienianie peruk nawet codziennie (były one bardzo różnorodne), ale te z kręconymi włosami były używane tylko na specjalne okazje! Przykład takiej peruki wykonanej z ludzkich włosów możecie zobaczyć poniżej

 oraz, tę samą perukę z różnych stron - tutaj: http://www.britishmuseum.org/explore/highlights/highlight_objects/aes/w/wig_of_human_hair.aspx  . Podobnie na specjalne okazje, kobiety stosowały na włosy aromatyczne maski, aby nadać im piękny zapach oraz je nabłyszczyć.
Egipcjanie byli także pionierami w zakresie wydłużania  włosów – egipskie kobiety zagęszczały sobie w ten sposób włosy przy użyciu wosku pszczelego i żywicy. Starożytni także gardzili siwymi włosami, dlatego też pokrywali je henną. Z ciekawostek – najbardziej pożądanym kolorem był… czerwonawy.

Ledwo rozpoczęłam temat, a mam wrażenie, że już popełniłam blogowe samobójstwo długością postu! J Dlatego też w tym momencie kończę, a w kolejnych wpisach skoncentruję się na symbolu egipskiego piękna – Kleopatrze oraz kosmetycznych specyfikach rozpowszechnionych nad Morzem Martwym.

Do następnego!

Do napisania tego artykułu wykorzystałam materiały dostępne na stronach:

Tour Egypt: http://www.touregypt.net/egypt-info/magazine-mag06012000-mag4.htm
Artykuł “Beauty Rituals of Ancient Egypt” (aut. Kristine Doherty): http://voices.yahoo.com/beauty-rituals-ancient-egypt-407101.html
The British Museum: http://www.britishmuseum.org/explore/highlights/highlight_objects/aes/w/wig_of_human_hair.aspx
Boldsky: http://www.boldsky.com/beauty/skin-care/2006/ancient-egypt.html

środa, 2 stycznia 2013

Wprowadzenie

Nie zamierzam ukrywać, że do założenia bloga motywują mnie głównie pobudki  egoistyczne – pragnę uporządkować i poszerzyć swoją wiedzę z zakresu pielęgnacji włosów, która jest dla mnie szczególnie ważna. Dlaczego? Dlatego, że włosy są dla mnie wskaźnikiem zdrowia i szczęścia. Kilka lat temu przeszłam przez ciężki i stresujący okres. Moje włosy to idealnie odzwierciedliły.  Po gęstej blond czuprynie nie pozostało ani śladu; włosy mocno się przerzedziły, stały się cienkie, bez życia i łatwo się przetłuszczały. Pojawiły się siwe pasma. Na szczęście nadszedł ten szczęśliwszy dzień, kiedy rozpoczęłam długotrwały powrót do formy. Metodą eksperymentów, prób i błędów  wracałam do zdrowia i szczęścia.  Nie rzadko będąc umazaną w błocie, glince, piwie, miodzie i różnych innych, równie oryginalnych ubstancjach, babrząc się w nich zresztą rozkosznie, regenerowałam się od wewnątrz i zewnątrz. Moim marzeniem jest, aby każda osoba spotkana na ulicy miała bajkowo piękne włosy, upięte w fantazyjne  koki, warkocze, kucyki i co dusza wyśpiewa…  Dlatego też życzę sobie i Wam wszystkim zdrowia i szczęścia, a tym tym samym grubych, lśniących, gęstych, sprężystych włosów!